Bogactwo ubóstwa
Autor: admin » Styczeń 20, 2017
Artykuły Wywiad

Błogosławieni ubodzy w duchu albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie…” /Mk…/

Przyjrzymy się konkretnej historii życia przenikniętej tą treścią. Swoim świadectwem dzieli się z nami Tomek Kaczmarek – mąż, ojciec, niegdyś podróżnik, w Kościele bliski jest mu duch franciszkański. Jeden z inicjatorów rekolekcji autostopowych „Piękne Stopy”, na których głosi konferencje o tym, jakie owoce rodzi doświadczenie, choćby krótkie, bycia ubogim. Zwykły człowiek – tak mówi o sobie, który odkrył i wybrał ubóstwo jako życiową drogę do Boga, do wolności.

Rozmawia Elżbieta Stanek

E.S.: Na rozgrzewkę zapytam – jak rozumiesz pojęcie ubóstwa?

T.K.: Rozumiem je w kategoriach ubóstwa duchowego, właśnie bardzo mocno w myśl słów: ”Błogosławieni ubodzy w duchu…”, a także w kontraście do takiego zwykłego pojmowania ubóstwa do biedy. Rozróżniam biedę od ubóstwa biedę jako stan materialny, nieposiadanie pieniędzy, a ubóstwo jako stan ducha wyrażony w nieprzywiązaniu się do tych dóbr sercem, duchem.

Czy w takim razie ktoś bogaty materialnie może być ubogi?

Zdecydowanie tak. Można mieć zewnętrznie, faktycznie, ale wewnętrznie jako stan ducha nie przywiązywać się do tego co się ma i ile się ma, być wolnym. Tutaj ta kategoria wolności jest dla mnie kluczowa, by zrozumieć ubóstwo.

Wiem, że to, co mówisz, nie jest w Twoich ustach jedynie teorią, ale masz za sobą przeżycie tej treści na własnej skórze. Od kiedy temat ubóstwa jest dla Ciebie bliski?

Tak naprawdę trudno sięgnąć dokładnie pamięcią, ale od samego początku przy moim nawróceniu było mi to bliskie i z czasem się rozwijało. Na pewno takim bardzo mocnym punktem był rok spędzony w Afryce w Ugandzie, jako wolontariusz. Tam, gdzie ludzie żyją zupełnie inaczej niż tutaj w Europie. Widziałem zupełnie inny świat, inne standardy.

Tam bardzo mocno zrozumiałem, że jest różnica między ubóstwem a biedą. Widziałem biedę w różnych wymiarach, widziałem też duże bogactwo, bo akurat Afryka Środkowo-Wschodnia jest regionem dużych kontrastów, ale widziałem też, że można być biednym, a wcale nie być ubogim. Tam po raz pierwszy tak wyraźnie zobaczyłem, że to nie zawsze idzie w parze. Bieda często łączy się z wielkim pragnieniem wyjścia z niej, wielkim pragnieniem posiadania…

I co się stało po przyjeździe z Afryki? Do czego Cię to przeżycie poprowadziło?

Między wolontariatem w Afryce a powrotem do “normalnego życia” w Europie minęło trochę czasu. Przez parę lat podróżowałem z niewielkim budżetem. Przede wszystkim, bezpośrednio po powrocie z Afryki, moją pierwszą ważną podróżą była pielgrzymka z Rzymu do Częstochowy, kiedy postanowiłem przejść tę drogę zupełnie bez pieniędzy, sam. Chciałem nauczyć się ubóstwa od podstaw.

Warto było zaryzykować?

Zdecydowanie. Choć tak naprawdę ryzyko okazało się niewielkie – nie było trudno przeżyć z dobroci ludzi. To, że musiałem faktycznie się przełamać, żeby prosić ludzi o jedzenie, okazało się właściwie najtrudniejsze. W każdym razie warto było „zaryzykować” z tego względu, że bardzo dużo się nauczyłem. Zrozumiałem, jak niewiele tak naprawdę potrzeba do życia i w jakim luksusie żyjemy, żyłem ja. Mimo że u nas też jest dużo osób biednych, to jest to zupełnie inny pułap posiadania. Zobaczyłem to dopiero kiedy żyłem przez 40 dni na poziomie faktycznego minimum, takiego minimum, które jest uniwersalne dla każdego człowieka każdy potrzebuje po prostu zjeść, przespać się, mieć ciepłe schronienie na noc i wodę. To są potrzeby uniwersalne, bazowe, na których my tylko nadbudowujemy, od których dawno już odeszliśmy, definiując co to jest “mało”.

A czy takie doświadczenie bardziej skoncentrowało Cię na zmartwieniach o te podstawowe potrzeby czy raczej skłoniło do skupienia się mocniej na sferze ducha?

I tak i tak. To jest właśnie proces. Istotne w tym całym doświadczeniu jest to, że ubóstwa trzeba się w pewien sposób uczyć. Na początku były tylko zmartwienia – czy się uda, czy w ogóle będę miał co jeść, gdzie będę spał. Takie czysto materialne myśli, które nękają, odciągają od skupienia na czymkolwiek innym. Jest prawdą, że trudno myśleć o sprawach duchowych, kiedy najprostsze potrzeby dnia są niezaspokojone. Natomiast z drugiej strony, po jakimś czasie życie z łaski staje się pięknym doświadczeniem, takim stanem ducha, kiedy człowiek już wierzy, że faktycznie Bóg się nim opiekuje, że ludzie są dobrzy, że to wszystko czego potrzebuje będzie. Co więcej, rozumie się, że to niewiele, które jest potrzebne do przeżycia, nie jest problemem dla Boga, dla mnie, dla innych ludzi. To naprawdę nie jest wielkie wyzwanie.

No właśnie, pewnie niektórzy by powiedzieli, że jest to wystawianie Pana Boga na próbę…

Tak, to jest jedna z podstawowych rzeczy, o które ludzie mnie pytają: czy można w taki sposób wystawiać Boga na próbę? Dlaczego, kiedy mam pieniądze, mam się ich pozbywać i “udawać, że jestem biedny”? Mnie się wydaje, że, po pierwsze patrząc czysto po ludzku to, że ktoś da mi kawałek chleba i kawałek sera, nie jest wyzyskiwaniem innych ludzi. Poza tym, jeżeli ktoś wyrusza w podróż bez pieniędzy, ja zawsze zachęcam do przekazania kwoty, którą by wydał w tym czasie, na cele charytatywne, żeby te pieniądze krążyły.

A patrząc dalej to, jak bardzo to buduje człowieka osobowo, w wierze, duchowo – jest bezcenne. Tego się moim zdaniem czasami nie da zrobić tylko i wyłącznie teoretycznie, rozważając to w swoim sercu. Doświadczenie jest bardzo potrzebne. Bóg do tego zaprasza konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach (często tylko na krótki czas) i warto to zaproszenie rozpoznać, a nie odrzucać z góry, w imię niewystawiania go na próbę.

Czyli łatwiej jest dojść do ubóstwa ewangelicznego, będąc ubogim rzeczywiście materialnie?

Tak, bo o ile, jak mówiłem, można być bogatym i jednocześnie ubogim w duchu, to jest to stawianie sobie bardzo wysoko poprzeczki i myślę, że należy zacząć od małych wyzwań, a najprościej być ubogim w duchu, rzeczywiście mając niewiele. Jestem zwolennikiem nieutrudniania sobie życia. Rozwijajmy się w wierze i w naszym człowieczeństwie, róbmy to, co temu służy.

W jaki sposób konkretnie na co dzień realizujesz tę drogę w Twojej rodzinie?

To jest cały czas droga i to droga wznosząca się pod kątem materialnym, bo widzę jak zaczynałem od zera, a potem przyszła rodzina żona, mamy teraz małe dziecko, więc muszę zarabiać i co chwilę ten pułap materialny mi się zwiększa, a stopniowo zwiększając pułap materialny, uczę się zachowywać stan ubóstwa duchowego. To dzieje się stopniowo.

Teraz moje życie nie różni się tak bardzo od życia innych. Razem z żoną to jest nasza wspólna droga staramy się ograniczać wydatki, widzieć, co jest potrzebne, a co jest luksusem. Dla nas takim konkretnym wyrazem ubóstwa jest właśnie kontrola budżetu. Nie chcemy mieć za dużo, nie gonimy za tym, żeby kupować sobie coraz to nowe rzeczy, ale tylko to, co jest nam potrzebne. Kupujemy dużo rzeczy używanych. Jeżeli mamy jakieś wydatki luksusowe, to rozważamy, w jakim stopniu możemy sobie w danym miesiącu na nie pozwolić. No i w tym planowaniu wydatków ważnym wyznacznikiem jest to, by co miesiąc móc przekazać dziesięcinę z naszych dochodów na cele charytatywne.

A jak ludzie wokół reagują na wybór takiego sposobu życia?

Nasi znajomi już nas znają z tego, że żyjemy w ubóstwie. Już się nie dziwią, że nie mamy telewizora, że nie mamy łóżka. Są różne żarty, ale bardzo serdeczne, na temat czego my nie mamy w domu z żoną (śmiech). Natomiast ludzie, którzy mnie spotykają po raz pierwszy, nie widzą tak bardzo tego, że staram się być ubogi. Nie chodzę w obdartych spodniach (śmiech), dlatego bardziej się o tym przekonują, gdy mnie poznają bliżej. Kiedy jeszcze podróżowałem to było bardziej dostrzegalne, rzeczywiście żyłem bez stałego miejsca zamieszkania, bez stałego dochodu…

Myślę, że teraz więcej tego ubóstwa jest już w sercu, niż na zewnątrz.

Twoje świadectwo pokazuje, że skutecznym środkiem i najkrótszą drogą do ewangelicznego ubóstwa duchowego jest ubóstwo materialne.

Tylko właśnie trzeba pamiętać, że jest to jedynie środek do celu. To, żeby mieć mało na zewnątrz, to nie jest cel sam w sobie. Stąd tak jak mówiłemteraz już mam więcej, ale mimo tego staram się sięgać do tego głębszego celu, a jest nim wolność serca. Ta wolność od chorobliwego pragnienia posiadania i przywiązania do tego czy mam, czy nie mam. Gotowość na to, że to się może w każdej chwili zmienić. Jeżeli nagle stracę pracę i przez jakiś czas nie będziemy mieli dochodu, to nie pozbawi mnie to szczęścia, bo nie pokładam szczęścia w tym, co posiadam.

Czy ta wolność dotyczy tylko kwestii posiadania rzeczy materialnych, czy także innych życiowych spraw?

To co się rozwija i rośnie we mnie, to poczucie, że ubóstwo prowadzi dalej do bardzo mocnego rozwoju mojego życia duchowego, do pogłębienia relacji z Bogiem, a szczególnie do ufności. Moja relacja z Bogiem opiera się coraz bardziej na ufności, którą utożsamiam z cnotą nadziei: mam nadzieję, że Bóg da mi wszystko co dobre. Przede wszystkim doprowadzi mnie do Królestwa Niebieskiego. Po drodze jednak będzie też pomagał mi w tym, co spotyka mnie tu na ziemi. Nawet jeśli będą jakieś po ludzku negatywne doświadczenia, to nie muszę się nimi przejmować. Przecież jeśli stracę pracę, mieszkanie, czy nawet zdrowie, to mogę być spokojny i ufać Mu, że On się wszystkim zajmie. I tak się dzieje. Dzięki temu staje się On dla mnie coraz bardziej bliskim mi Ojcem.

Czyli wszystko co mam, mam u Boga?

Tak, i od Niego, więc nie muszę się przejmować, że rzeczy, które uważam za istotne, będą trwały. Bowiem jeżeli nie, to na pewno jest w tym jakieś dobro, bo Bóg jest dobry i chce dla mnie życia. Chwile kiedy byłem głodny, kiedy było mi zimno nie myślę teraz o tym jako o jakimś złu, które mnie spotkało. Wszystko, co gdziekolwiek przeżyłem, zawsze było dobre, chociaż czasami było trudne.

Często wspominasz, że Bóg jest Twoim pracodawcą..

Moja praca to nie tylko to, co robię dla uzyskania dochodu, ale dla mnie pracą są wszelkie działania, które rozpoznaję jako dzieła od Pana Boga. Mam taki układ z Bogiem, że to On jest moim Pracodawcą: ja przede wszystkim pracuję dla Niego, wykonuję Jego zlecenia, a On wszystko ustawia tak, bym miał za co żyć. Dla mnie całe życie polega na tym, by współpracować z Bogiem w Jego misji tutaj, na ziemi. Podejmuję to, co rozpoznaję jako Jego zadania dla mnie, nie martwiąc się ile na tym zarobię.

Czy mając takiego Pracodawcę można mieć od czasu do czasu urlop

Tak, bardzo dużo (śmiech). To jest Pracodawca, który daje urlop na rekolekcje, daje urlop na doprowadzenie się do porządku duchowego i za każdym razem, kiedy potrzeba nabrać sił. Pracodawca, który ma bardzo duży pakiet socjalny… 

Autor: admin » Styczeń 20, 2017
Tagi: , ,