Duchowość franciszkańska a ekologia
Autor: Tomek » Marzec 20, 2017
Artykuły Wiara

Czasem ludzie pytają mnie w jaki sposób życie duchowością franciszkańską doprowadziło mnie do bycia „eko”. Związek duchowości franciszkańskiej z ekologią to długi temat, ale postanowiłem napisać kilka słów o tym, jak to się przedstawia w moim życiu.

Kiedyś wydawało mi się dosyć śmieszne to, że św. Franciszek jest patronem ekologów. Myślałem sobie, że jego zachwyt i czułość wobec wszystkich stworzeń, to trochę za mało, żeby zaraz mianować go takim tytułem. Przecież inne kwestie były o wiele ważniejsze w jego przekazie i z ekologią miały niewiele wspólnego…

Natomiast z biegiem czasu i wgryzania się w temat widzę, że to połączenie jest jak najbardziej słuszne. Nawet nie koniecznie w tym sensie, że duchowość franciszkańska ma dużo wspólnego z ekologią, ale że ekologia ma dużo wspólnego z duchowością franciszkańską. Już tłumaczę, o co mi chodzi:

Podstawowy przekaz św. Franciszka jest dla wszystkich oczywisty – pochwała ubóstwa. Natomiast dyskutować szeroko można nad tym, czym to ubóstwo jest. Nie wchodząc w szczegóły, uważam, że ubóstwo to w dużej mierze zmiana perspektywy na to, co mi ma dać szczęście. Nie szukam zadowolenia w różnych rzeczach, które mogę sobie kupić, ale w głębszych wartościach, jak przyjaźń, pokój serca, obcowanie ze stworzeniem, itp. Na ogół natomiast jest tak, że jedno wyklucza drugie: jeśli chce mieć czas na relację i leżenie na łączce, to nie mam czasu na zarabianie kasy; jeśli mam kasę i kupuję dużo rzeczy, to odciągają one moją uwagę od tych prostszych spraw i „pochłaniają”. Jeśli trzeba więc wybrać, to św. Franciszek proponuje stanąć po stronie „nie mieć”, by zwrócić się ku trwalszym wartościom.

Jak to się ma do ekologii?

Po pierwsze najczęstszym i najbardziej przyziemnym powodem bycia „nie-eko” jest cena. Prawie wszystko, co „nie-eko” jest tańsze (czasem jest to złudne, ale nie będę tu wchodził w szczegóły). Począwszy od technologii produkcji, po dystrybucję, używanie i utylizację. Jeśli więc moje serce skłania się ku kasie, to przeliczam mocno, czy stać mnie na to, by być „eko”.

Z drugiej strony, im mniej mi zależy na kasie, a bardziej na „wartościach” (nazwijmy to tak w uproszczeniu), to co raz więcej dostrzegam radości w czynieniu dobra: dbaniu o to, co ważne. Tak by te wartości trwały dla mnie, jak i dla innych. Chcę pielęgnować zieleń pobliskiej łąki, bo teraz jest ona piękna bez śmieci, a także dlatego, że zaśmiecając ją, mogę w przyszłości ją po prostu stracić. Chcę żyć w zgodzie i przyjaźni z ludźmi, więc zaczynam dostrzegać, że uszczęśliwianie ich sprawia, że generalnie jest w społeczeństwie lepiej. Chcę więc dbać o ich dobro: o środowisko, które ich otacza, żywność, którą jedzą, ich byt materialny (wspierając odpowiednie rozwiązania gospodarcze – uczciwe ceny, itd.), ich ogólne samopoczucie i zadowolenie (na które może mieć wpływ piękna architektura, dobra organizacja życia publicznego, dostęp do kultury i piękna). Generalnie chcę podejmować przeróżne działania, by nie tylko mi, ale i tym w okół mnie, było lepiej. I to jest (chyba) ekologia w znaczeniu chrześcijańskim. Przynajmniej ja to tak pojmuję (tym bardziej po przeczytaniu encykliki Laudato Si). Ekologia rozumiana szeroko.

Tak też rozumiem franciszkańskie Pokój i Dobro!: Pokój z innymi ludźmi i Pokój w moim sercu ważniejszy niż gonitwa za rzeczami. Czynienie Dobra dla innych, bo w tym jest radość i miłość, która daje prawdziwe szczęście.

A w praktyce?

Ja szczególnie mocno odczuwam wolność, jaką daje nie-posiadanie. Często staję przed wyborem: czy podjąć pracę, która da mi dobre zarobki, czy pracować mniej, za mniej i mieć więcej czasu dla rodziny, dla siebie (dla ekowioski :) ). No i dzięki wolności, którą daje ubóstwo, wybieram bez obaw to mniej. A do tego jakoś lubię mieć mało. Jak sam sobie zrobię szafkę, to mam z tego dużo radości i nie potrzebuję dużo więcej mebli w pokoju :) Wszystko co prostsze, mniej skomplikowane, jakoś mnie pociąga.

Autor: Tomek » Marzec 20, 2017