Ekolog wśród katolików…
Autor: admin » Luty 14, 2017
Artykuły Wiara

…czy katolik wśród ekologów?

Wchodząc do środowiska chrześcijańskich ekologów spotkałem się z kilkoma problemami, które katolicy mają z ekologią i które ekologia ma z katolikami. Można zauważyć, że istnieje pewien zgrzyt między ludźmi Kościoła a problemami ochrony środowiska. Księżą oraz zwykli wierni często nieufne podchodzą wobec tych zagadnień, albo też w ogóle nie chcą się nimi zajmować. Osoby próbujące wyjść z inicjatywą chrześcijańskiej troski o naturę zwracają uwagę, że często spotykają się z niezrozumieniem, odrzuceniem, czy wręcz wrogością w Kościele. Zaangażowana w temacie znajoma stwierdziła w jednej z dyskusji:

I tu chyba można to podsumować krótkim zdaniem: „Trudno jest być ekologiem wśród chrześcijan – chrześcijaninem wśród ekologów”. Niestety nie jest łatwo znaleźć poparcie w strukturach kościelnych dla działań ekologicznych. Wręcz często można za to dostać po głowie [1].

Oczywiście konflikt działa też w drugą stronę – w środowiskach tzw. zielonych często można się spotkać z dużą niechęcią wobec Kościoła katolickiego w szczególności, a wiary chrześcijańskiej w ogólności, a także niestety wobec samych wierzących (zwłaszcza duchownych). Tym jednak nie będę się zajmować z niniejszym artykule, ale spróbuję sobie odpowiedzieć na pierwsze zagadnienie: Dlaczego katolicy są na bakier z ekologią?

Pierwszym wyjaśnieniem jest moim zdaniem pomieszaniem pojęć. Ekologia to po prostu nauka. Jak podaje wikipedia:

Ekologia (gr. οἶκος (oíkos) + λογία (logia) = dom + prawo) – nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem oraz wzajemnie między tymi organizmami (czyli strukturą ekosystemów).

Nauka sama w sobie nie może być ani dobra, ani zła. Ona po prostu jest, a zło lub dobro może wyniknąć jedynie z jej użytkowania. Tak samo nie możemy powiedzieć, że np. fizyka jądrowa jest zła lub dobra. Wszystko zależy od tego, jak zostanie użyta (niektórzy są zdanie, że lepiej by było, gdyby taka nauka nigdy nie powstała, z czym się nie zgadzam – Bóg po to dał nam rozum, abyśmy panowali nad zdobytą wiedzą i wykorzystywali ją ku dobrym celom).

I jeśli będziemy rozumieć ekologię w taki sposób, jak podaje powyższa definicja, to nie powinna ona stanowić dla nas żadnego problemu. Wręcz przeciwnie – Kościół może i powinien zainteresować się nią, aby użyć do lepszego poznania Boga, jak to ma miejsce ze wszystkimi innymi naukami przyrodniczymi, przynajmniej od czasów św. Tomasza z Akwinu. Ekologia powinna tu być wręcz szczególnie bliska katolikom, jako ta, która bezpośrednio dotyka Bożego stworzenia.

Nie jest tak, gdyż przynajmniej od kilkudziesięciu lat w kulturze popularnej pod pojęciem ekologii rozumiany jest ekologizm, czy zbiór różnych ideologii i zielonej polityki, która bardzo często rozchodzi się z chrześcijaństwem. Przeciętnemu katolikowi, gdy słyszy słowo „ekolog”, zapala się w głowie lampka ostrzegawcza, że za tym pojęciem może kryć się coś podejrzanego. Obraz „ekologów” (choć często pseudoekologów, których interesuje nie tyle nauka, co polityczny aktywizm) przedstawiany w mediach, nie jest zbyt korzystny z punktu widzenia chrześcijaństwa. Program polityczny przeciętnej Partii Zielonych stoi w totalnej sprzeczności do fundamentalnych nauk Kościoła. Ludzie ci, często pod płaszczykiem ochrony środowiska, przemycają masę innych niebezpiecznych idei, jak poparcie dla komunizmu, aborcji, homopropagandy, pacyfizmu, prymitywizmu, sztucznego multikulturalizmu, radykalnego feminizmu etc. Niektórzy próbują to wszystko w jakiś sposób (według mnie popadając w herezje) uzasadniać naukami Chrystusa, inni zaś całkiem odrzucają chrześcijaństwo na rzecz ateizmu, neopogaństwa bądź ruchu New Age. Również sama ochrona środowiska w ich rozumieniu ma wymiar antychrześcijański – stworzenie stawiają w miejscu Boga, a człowieka degradują do poziomu zwierzęcia bądź rośliny.

Dlatego też wielu katolików, widząc coś takiego, woli się całkiem od ekologii odciąć. Poniekąd dobrze, że tak jest, gdyż św. Paweł pisał: „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22). Nie mam wątpliwości co do tego, że wiele współczesnych ruchów ekologicznych (zarówno tych oddolnych, jak i znajdujących się na najwyższych szczeblach światowej polityki) ma (świadomie bądź nie) satanistyczne korzenie. Są to zwodnicze nauki, próbujące odciągnąć ludzi od prawdziwej wiary. Osobiście również nie chcę się w żaden sposób w nimi identyfikować.

Z drugiej jednak strony, odrzucenie całej ekologii, uzasadniając to działaniami grupy aktywistów, która zawłaszczyła sobie ten termin, również nie jest dobre, gdyż świadczy o niewiedzy i ignorancji. Jezus wyraźnie dał do zrozumienia w wielu przypowieściach, że należy oddzielić ziarna od plew. Wyznacznikiem może być tu przypowieść o chwaście:

Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza” (Mt 13, 24-30).

Dobrze rozumiana ekologia jest tu właśnie tym dobrym nasieniem, które powinno służyć ludziom i rosnąć na chwałę Pana, za to wszelkie zwodnicze ideologie chwastem, który wkradł się, aby niszczyć. Zauważcie, że szatan zawsze działa w ten sposób – gdziekolwiek Bóg posieje coś dobrego, on wprowadza chwast, który w tym bruździ. Czy to jednak oznacza, że chcąc zniszczyć chwast, mamy odrzucać całość? Zdecydowanie nie, gdyż w ten sposób pozbywamy się też dzieła Bożego. Jezus wyraźnie mówi: pozwólcie rosnąć obu obok siebie. Róbcie swoje, nie zważając na przeszkody, a Bóg zatroszczy się o resztę. Dlatego nie warto się bać – uprawiajmy swoją rolę, nie zważając na próby nieprzyjaciela, aby jej zaszkodzić. Właściwie rozumiana troska o Boże stworzenie jest dobra.

Ciekawie ujął to papież Benedykt XVI, który w przemówieniu do Bundestagu 22.01.2011 niejako wyciągnął rękę do niemieckiej Partii Zielonych (co jednak nie spotkało się z entuzjazmem tamtej strony), dając również nam wskazówkę, jak podchodzić do ekologii:

Doniosłość ekologii oczywiście nie podlega dyskusji. Winniśmy słuchać języka przyrody i stosownie nań odpowiadać. Chciałbym jednak podjąć jeszcze jedną sprawę, która dziś, tak jak i wczoraj, jest powszechnie zaniedbywana: istnieje także ekologia człowieka. Również człowieka ma naturę, którą winien szanować i którą nie może manipulować dla własnej przyjemności [2].

I właściwie w tych słowach zamyka się wszystko, co powinniśmy wiedzieć.

Życie jednak nie jest takie proste. Niezrozumienie dla ekologii w Kościele ma jednak też drugą, być może nawet ważniejszą przyczynę, którą można określić słowami: „zawsze znajdą się poważniejsze problemy”. Po publikacji encykliki „Laudato si’. W trosce o wspólny dom” spotkałem się w pewnych (zwłaszcza tych bardziej tradycjonalistycznych, choć nie tylko) kręgach katolickich z jej dość ostrą krytyką i krytyka ta zwykle nie tyczyła się samej treści (choć to też temat o którym można długo dyskutować), ale faktu, że… papież w ogóle ją napisał. Jeden z moich ulubionych katolickich apologetów, w swojej niepokojącej książce „Czy to naprawdę Franciszek? Kościół w czasach zamętu” przeprowadził bezpardonowy atak na ekologiczne zainteresowania Franciszka, który można streścić w następującym, nieco szyderczym zdaniu: Żyjemy w czasach, kiedy dokonuje się prawdziwa apostazja narodów, kościoły i klasztory pustoszeją, islam wypiera chrześcijaństwo, rodziny się rozpadają, zabija się miliony nienarodzonych dzieci, a Głowa Kościoła katolickiego zajmuje się segregacją śmieci i zmianami klimatu [3].

Pomijam rozważania na słusznością tej krytyki, ale jestem w stanie zrozumieć takie myślenie. Nie oszukujmy się – ekologia nie jest czymś, co powinno znaleźć się na najwyższych priorytetach działań Kościoła. Człowiek, któremu rozpada się małżeństwa albo przechodzi poważny kryzys wiary, ma gdzieś stężenie benzopirenu w powietrzu, a raczej mało kto (o ile w ogóle) idzie do księdza po poradę, czym najlepiej palić w piecu, żeby nie powodować smogu. Większość ludzi nie oczekuje, że kazania będą poświęcone globalnemu ociepleniu albo dziurze ozonowej. To, czym musi zajmować się Kościół w pierwszej kolejności, to sprawy ducha i zbawienia duszy – cała reszta jest na dalszym planie. Tu na ziemi jesteśmy tylko przechodniami i w ostatecznym rozrachunku, wszystko co nas otacza i tak okazuje się „marnością nad marnościami” (Koh 1, 2).

Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy mają pretensje do papieża, że poświęca czas na zajmowanie się szczytami klimatycznymi, kiedy na wschodzie mordowani są chrześcijanie, a na zachodzie burzone są kościoły (albo zamieniane na dyskoteki lub meczety). Jestem w stanie zrozumieć też tych, którzy boją się, że Kościół, zajmując się sprawami światowymi, za bardzo zejdzie na ziemię i zapomni o podstawowej misji, do której został powołany. Jest to problem, który zresztą dotyka wiele chrześcijańskich wspólnot, które za bardzo angażując się w sprawy świeckie, z czasem zapomniały o Bogu, a nawet wręcz odeszły od niego. A przecież jest powiedziane: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16, 26). I jest to niebezpieczeństwo, przed którym wiele razy ostrzegał również papież Franciszek!

Jednak znów należy zadać sobie pytanie: czy fakt, że coś jest mnie ważne, oznacza, że jest w ogóle nieważne? Czy mamy prawo zignorować temat i się nim nie przejmować, bo „mamy poważniejsze problemy”? Właściwie rozumiana ekologia zrodziła się już na samym początku stworzenia: „Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2, 15). To jest nasze zadanie, jedno z podstawowych zadań i zaniedbanie go również może być grzechem. Pisał o tym papież Franciszek we wspomnianej encyklice:

(…) życie powołaniem, by być obrońcami dzieła Bożego, jest istotną częścią życia uczciwego, nie zaś czymś opcjonalnym, ani też drugorzędnym elementem doświadczenia chrześcijańskiego (Laudato Si’ 217) [4].

Jest to więc temat, przed którym nie możemy się zamykać. Myślę, że tutaj wielkie zadanie stoi przed wszystkimi osobami zaangażowanymi w chrześcijański ruch obrony środowiska, aby odpowiednio rozeznać wolę Bożą co do swojej misji, a także nie pogubić się w gąszczu pytań i wątpliwości i pokazać światu ekologię zgodną z zamysłem Twórcy.

Wszystkie osoby pragnące zgłębiać temat zapraszam na zaprzyjaźnioną stronę projektu CHRZEŚCIJAŃSKIEJ EKOWIOSKI. Z Bogiem.

Autor: Wojciech Mazurkiewicz
Źródło: wedrowiec.org
Źródło obrazka: KLIK

 

Przypisy:
[1] http://forum.ekowioska.org/viewtopic.php?f=5&t=17

[2] http://www.swietostworzenia.pl/ekologia-benedykta-xvi/297-cz-7-benedykt-xvi-o-donioslosci-ekologii

[3] Antonio Socci „Czy to naprawdę Franciszek? Kościół w czasach zamętu”. Wydawnictwo AA, 2015

[4] Laudato Si’. W trosce o wspólny dom. Encyklika ojca świętego Franciszka.

Autor: admin » Luty 14, 2017
Tagi: , , ,